• Dziękujemy, siostro Damaris!

    Dziękujemy, siostro Damaris!

    Za 8 lat posługi w naszej parafii Więcej
  • Czechowiccy pielgrzymi

    Czechowiccy pielgrzymi

    w drodze na Jasną Górę Więcej
  • Czechowice-Dziedzice

    Czechowice-Dziedzice

    Parafia pw. Najświętszej Maryi Panny Wspomożenia Wiernych Więcej
  • Czechowice-Dziedzice

    Czechowice-Dziedzice

    Parafia pw. Najświętszej Maryi Panny Wspomożenia Wiernych Więcej
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Z pamiętnika Spartiaty, czyli było tak albo podobnie.

W tegorocznej Spartakiadzie - zawodach lekkoatletycznych służby liturgicznej w Zabrzegu, udział wzięło trzynaście parafii diecezji bielsko-żywieckiej.

Zmagania poprzedziła Msza Święta pod przewodnictwem ks. Roberta Kasprowskiego – diecezjalnego duszpasterza sportowców. Słowo Boże wygłosił ks. Kamil, zachęcając nas do uczciwej rywalizacji no i przede wszystkim dobrej zabawy. „Wspomożenie” reprezentowało jedenastu zawodników. Oto ich osiągnięcia: Damian Kempny wziął udział w biegu na 100 metrów. Był zdeterminowany do tego, żeby wygrać, ponieważ założył się z ks. Kamilem, że w przypadku zwycięstwa ten ogoli głowę na łyso. Wystrzelił jak torpeda i zwycięstwo miał w zasięgu ręki, ale tuż przed metą zobaczył bladego jak ściana księdza, który miał niemal łzy w oczach (pewnie na myśl o swojej łysej głowie). Stała się rzecz niespodziewana – Damian pozwolił się wyprzedzić. Zajął ostatecznie drugie miejsce, ratując w ten sposób i tak nadwątlony już wygląd kapłana. Damian Lorańczyk – bieg na 1000 metrów. Nikt nie miał z nim szans. Przebiegł w sumie siedem kilometrów zanim ktoś mu powiedział, że może się już zatrzymać. Lepszy od niego może być tylko młodszy brat Mateusz (czwarte miejsce w biegu na 100 metrów) i pewnie będzie, kiedy jeszcze trochę podrośnie. Jakub Mieszuk – bieg na 1000 metrów. On dosłownie DAŁ Z SIEBIE WSZYSTKO! Niestety na ostatniej prostej jego lewa noga zahaczyła o prawą, w skutek czego reszta ciała znalazła się w pozycji równoległej do pola walki. Wstał jednak i ze zranionym kolanem (dumą pewnie też) dokończył biegu zajmując ostatecznie czwarte miejsce. Później, za linią mety położył się na ziemi, jak rasowy Spartiata stwierdzając, że jednym wyjściem jest honorowa śmierć. Towarzysze próbowali go podnieść i na tarczy zanieść na obozu, ale kiedy zobaczyli spływające na ziemię łzy, zrozumieli, że ten dzielny mąż już zdecydował o swoim losie, przypieczętowując go odnową przyjmowania pokarmów. Bartosz Tonderski i Leszek Przebinda skakali w dal. Na szczęście – w skutek długiego lotu – można było dosypać dodatkową ilość piasku w miejsce prawdopodobnego lądowania. Dzielni wojownicy zajęli kolejno drugie i piąte miejsce. A jak nie wspomnieć tu Tymoteuszu Sikorze, który biegnąc dla swej ukochanej, zajął w swojej grupie pierwsze miejsce, ale kiedy dowiedział się, że ta nie spotka się z nim popołudniu, spadł ostatecznie na szóste. Jak nie wspomnieć o Kacprze Kopciu, który piłeczką palantową przebił ochronny hełm sędziego i za karę musiał zająć drugie miejsce. Jak nie wspomnieć o staraniach dzielnych braci Studnickich – Adama i Aleksandra (kolejno ósme miejsce na 1000 metów i drugie na 100 metrów), albo o najmłodszym uczestniku – Pawle Łusińskim, który za punkt honoru zostawił sobie pokonać w biegach księdza Kamila. Wiele można by jeszcze pisać, ale wystarczy, bo trzeba szykować się na kolejne trudne zmagania.
Ps. Ksiądz Kamil ostatecznie i tak obiecał mocno przyciąć grzywę, ponieważ wkrótce zaczyna się jego własna Spartakiada.
ANONIMOWY SPARTIATA